Koniec weekendu powinienem zakończyć rachunkiem dokonań w dwu kierunkach, czyli tych pozytywnych i negatywnych. Jednej sprawy w ogóle nie tknąłem i to jest porażka. Niczym nie potrafię usprawiedliwić psychicznej niechęci do załatwienia prawdziwie ważnego zagadnienia.
Druga zaplanowana rzecz została potraktowana po łebkach, ale coś zrobiłem i nie mam wyrzutów sumienia. Doprowadzona do aktualnego stanu daje poczucie lekkiego zadowolenia.
Najważniejsze jednak sfinalizowałem! Mam zrobione dwie zwierzęce figurki do szopki. Nad wołem napracowałem się okropnie, czego efekty mogły okazać się faktycznie okropne. Niestety prawda jest taka, że zbyt mało robi się zwierząt w porównaniu z postaciami ludzkimi. Niejednokrotnie wystarczy chwila nieuwagi, przyszycie jednego rzędu sznurka nieprawidłowo i cała reszta jest pokraczna. Zawziąłem się jednak i mam wołu oraz osła. Mało tego! Doskonale wymiarami pasują do zrobionych wcześniej ludzików.
A poza tymi sprawami coś jeszcze się cały czas działo pozytywnie, dlatego w pełni jestem zadowolony z weekendu.