Zaznacz stronę

Lipiec kończy się, przed nami jeszcze jedynie pełne dwa dni. Wiele może zajść, ale nie patrzę pesymistycznie. Nawet w Przemyślu nie miałem momentów zwątpienia. Będzie dobrze, bo zawsze było, zwykle też wiem, że momenty minorowe dają za moment akord do lepszej wartości. Nie łapię się brzytwy, albowiem jestem przekonany, że nie tonę.

Przed chwilą zauważyłem, że zachodzące Słońce już nie zagląda do mojego okna w pracowni. Koniec z oślepianiem! Chowa się za horyzontem tuż przed lewą stroną ramy okiennej… Jakoś mi to tłumaczenie głupawo wyszło, przecież moje okno nie jest blisko horyzontu, ale niech tam, wiadomo o co chodzi, a jeśli nie, to trzeba się domyślać. Słońce przestało mi dokuczać promieniami, ale wiem, że wróci za rok. Inaczej na sprawę patrząc, trochę mi go szkoda, dawało więcej radości przed nocą.

Daleko jeszcze do końca lata, wprawdzie dochodzimy do środka wakacji, lecz jego zostało prawie dwie trzecie. Tego się trzymać należy, jeszcze tyle atrakcji przed nami. Różne myśli mnie nachodzą pod koniec lipca, świat nie kończy się, to jest ważne.