Miałem nieco potrenować, pozbyć się niepotrzebnej energii, ale zrezygnowałem. To znaczy pojechałem, byłem pod siłownią. Niestety nie było miejsca na parkingu, więc wyruszyłem w miasto. Teraz zacząłem opisywać uroki zasypiających Tarnowskich Gór. Na razie dwie zwrotki, co nie znaczy, że na tym poprzestanę. Jak zwykle albo dzisiaj jeszcze skończę, albo jutro rano, albo wcale i też nie będzie większej straty.
Księżyc powiesił się w parku na drzewie,
Pewnie dlatego, że czuł się samotny,
Latarnie po nim płaczą teraz rzewnie,
Światłem przymglonym i od dżdżu wilgotnym.
Sny się szlajają po pustych ulicach,
Od nich można się spodziewać złych wieści.
Oczko puściła gwiazda ladacznica
Kusi zza chmury, diabeł z nią się pieści.