Zaznacz stronę

Zapach pierników wprowadził nastrój świąteczny w atmosferę domu. Już był ostatni dzwonek, żeby je upiec, bo przecież w środę jest Wigilia. Pomoc jak zwykle przyszła od strony najmilszych. Szymon przywiózł Martę i Basię, one stały się bohaterkami dzisiejszej niedzieli. Marta wprawdzie nie uczestniczyła w akcji pieczenia, ale ustroiła choinkę, co było także bardzo ważne, bo nie mieliśmy jakoś na to czasu (należy czytać – ochoty). Potem jednak siadła przy stole, lukrowała i dekorowała świeży produkt.

Basia natomiast wspaniale znalazła się podczas układania pierników na blachach, także zapisywała czas kolejnego wsadu. Dzięki niej cały proces przebiegał sprawnie i o dziwo, żadna blaszka nie przypaliła się, co można by nazwać tradycją.

Minęła dłuższa chwila od zakończenia piernikowej produkcji, a zapach wciąż jest intensywny. Podejrzewam, że jutro będę cały pachniał. Cóż, prawda jest taka, że jestem przecież starym piernikiem.