Pierwszy raz w pracy po długim weekendzie. A jakżeby inaczej, skoro jest poniedziałek! Trzeba jednak przyznać, że jest on szczególny, bo minęły najgorsze objawy choroby. Wprawdzie jeszcze kaszlę, zwłaszcza kiedy nieco robię więcej wysiłku, jednak reakcje układu oddechowego są już rzadkie, niebolesne minęły obawy o najbliższą przyszłość. Jak się okazuje, nie tylko mnie choroba dopadła, mam kilku znajomych, którzy cierpieli znacznie bardziej. Tak przynajmniej wywnioskowałem z ich opisu objawów.
Ważne jest to, że w porę oddałem rozliczenia miesiąca. Piszę w liczbie mnogiej, bo przekazałem nie tylko moje. Miałem obawy, że niedyspozycja uniemożliwi mi zakończenie biurokratycznej konieczności.
Trochę obaw mam przed jutrzejszym dniem pracy. Nie mogę rżnąć bohatera i twardziela przed samym sobą. Zdrowie nie zależy tylko od silnej woli, ale od wielu czynników.