Zaznacz stronę

Żegnamy czerwiec spoceni i rozpłomienieni pocałunkami Heliosa. Popołudnie spędziłem w mieszkaniu, nie chciałem narażać się na konsekwencje, czyli na udar słoneczny. Przede wszystkim jednak musiałem dokończyć rozliczenie miesiąca, sprawdzić każdy szczegół, bo ostatnio popełniałem zbyt wiele błędów w kwitach. Kończy się takie roztrzepanie na tłumaczeniu się w księgowości, a jedyne argumenty, które i tak mnie nie usprawiedliwiają, to zbyt wiele myśli w głowie i chaos działania.

Przed godziną doszło do mnie, że mam dzisiaj zbyt mało ruchu, więc wyszedłem na spacer w pobliżu domu. Pierwsze, co mnie zdziwiło, to chłodek. Tak, chłodek przyjemny, powiewy znad pól i łąk. Zauroczyły mnie zapachy wczesnego lata czyli zapach skoszonych traw, mieszanka woni kwietnych i… nieco swojskiego zalatywania. Mnie to nie przeszkadza, wręcz utrwala wiejską rzeczywistość.

Niebo już przybierało ciemniejsze odcienie błękitu, a na tym tle wisiał pazurek Księżyca. Taki uśmiech lata z kosmosu.

Pod koniec krótkiej wędrówki wpadła mi do głowy poniższa zwrotka. Może jeszcze skończę ten utworek. Jeśli nie dzisiaj, to jutro o świcie.

Co dzień oszukuję starość,

Nie tabletką, nie mazidłem,

Ale czystą w życie wiarą

Odpychając myśli przykre.