Zacząłem robić wpis do bloga, chciałem poskarżyć się na kolejny dzień chłodny i deszczowy. Napisałem pierwsze wyrazy, a potem całość zaczęła się układać. Jak zwykle, sama się poukładała.
Mokry maj
Mój światek stał się ubogi okropnie,
Aż płacze z żalu nie widząc perspektyw.
Krople spływają po zamkniętym oknie,
I ja też płaczę czując się zamknięty.
Oj, duszo moja cóż barwy ci doda
I weselszą nutą wzbudzi optymizm?
Być może winna paskudna pogoda
Burego maja, który mgłami dymi.
Nigdy nie mogę wyjść bez parasola,
On mego światka stanowi widnokrąg,
Kiedy się z wyjściem spod niego uporam,
Gdy atakuje wciąż obecne mokro?
Najłatwiej przecież na coś winę zrzucić,
Ja oczywiście jestem ideałem,
Byłbym wesoły, tylko coś mnie smuci.
To we mnie siedzi rozżalenie całe.
Gdyby inaczej spojrzeć na dni dżdżyste
Należałoby błogosławić aurę,
Kwiatki się śmieją w murawie soczystej,
Jedynie ego moje jest fatalne.