Ktoś może zadać pytanie, czy jestem wściekły? Tak, mogę denerwować się, że fatalnie potoczyły się moje losy, że pielgrzymka, a do tego atrakcyjny wypad w nieznane i piękne strony Polski zakończył się w szpitalu. Co moje emocje zmienią? Nic poza nakręcaniem się psychicznym w ciemne regiony niezadowolenia, a nawet do depresji.
Lepiej jest dla mnie, żebym robił głęboką analizę błędów, rozpatrzył grzeszki słabostek, wyłuskał robaczki miernych przyzwyczajeń. Jestem pewny, że nadszedł czas, abym sobie uzmysłowił moje położenie społeczne. Nie jestem już fizycznie młodzieniaszkiem, już nie pobiję rekordów życiowych, raczej one mnie pobiją, doprowadzą do ruiny. Powinienem bardziej pracować umysłem, zająć się działaniem artystycznym. To wymaga wysiłku umysłowego, nie fizycznego angażowania nadwątlonych wiekiem mięśni. Poza urojonymi celami, fałszywą oceną sytuacji istnieje wspaniały świat życzliwości i dobroci. Czas opanować się, wszak dzisiaj są moje urodziny, jeszcze nie żegnam się z kolejną dekadą, ale i tak nastolatkiem nie jestem.
Do takich wniosków dochodzę pielgrzymując w szpitalu do figury patrona tej placówki medycznej. Tuż przy głównym wejściu stoi posąg świętego Ojca Pio. Co jakiś czas idę w tę stronę i rozmyślam, a przy okazji robię zdrowotny spacer. Tak wygląda moja pielgrzymka lipcowa do Przemyśla.