Zaznacz stronę

Sam się zastanawiam, dlaczego piszę takie bzdury. Może będzie to fragment większej całości, a może dopiszę pointę i na tym koniec.

Wieczór przez chaszcze głowę wynurzył,

Księżyc półgębkiem zza chmur spogląda,

Siedzi kostucha i fajkę kurzy,

Z niej nad polami mgła się rozciąga.

Na głazie mokrym kostucha siedzi,

W jej pustej czaszce myśl diabła krąży,

Musi w noc całą wielu odwiedzić,

Jak ma do rana z robotą zdążyć?

Zjadając kromkę suchego chleba,

Zęba straciła, więc klnie pod nosem.

Jak się takiego zjawiska nie bać,

Który na ludzi ma ostrą kosę.

Białą opończą okryła szkielet,

Żeby przez żebra wiatr nie przefruwał,

Bowiem powstaje upiorny szelest,

Melodia śmierci grana na dudach.