Zaznacz stronę

Miasto, ulica, gdzieś w bramie grajek

Znaną melodię na strunach męczy,

Ludzie słuchają, rzadko ktoś staje,

Żeby się nędznym groszem odwdzięczyć.

Jego talentu nikt nie doceni,

Trudno tak nazwać tę umiejętność,

Gra, bo codzienność pragnie odmienić,

Przełamać smutną biedę przeklętą.

Czapka zwiędnięta na bruku leży,

Kilka złotówek rzuconych lśni się,

On gra, gdyż jeszcze w pomyślność wierzy,

Wierzy, że zmieni coś w życiorysie.

I na tym koniec na dzisiaj pisania tekstu. Szedłem Krakowską, ktoś faktycznie grał na gitarze, pomyślałem, że skrobnę o nim kilka zwrotek. Temat oklepany, nie tylko ja łapałem się tego motywu. Dlatego odkładam tekst do niedalekiej przyszłości, bo pointa w tym momencie mogłaby być banalna. Jeśli zacząłem oklepanie, to przynajmniej końcówka musi być z przytupem.