Rozmawiałem kiedyś dłuższą chwilę na tematy dotyczące twórczości. Powiedziałem, że ja nie potrzebuję używek w czasie pisania, one wcale nie wywołują u mnie natchnienia.
– Tak, ale są inni, którzy pod ich wpływem stworzyli wielkie dzieła – usłyszałem ripostę.
– Jasne, są tacy, ale mnie to nie dotyczy – odparłem i za moment zrozumiałem, że może to być odczytane in minus dla mnie. Tak, ja przecież nie mam w repertuarze żadnego wielkiego dzieła! Dlatego dodałem zaraz:
– Cenię ludzi, którzy złapali wenę po spożyciu tego, czy owego. Natomiast żałośni są twórcy, którzy piją i ćpają, a niewiele z tego wynika.