Wczoraj tylko tego mi brakowało. Do całego podłego humoru spowodowanego pieską pogodą oraz do całego nie wiem co, bo splin przychodzi z tak różnych powodów i wszystkich stron, że w efekcie człowiek głupieje.
Czego mi brakowało? Nie, nie! Tego mi nie brakowało, tak tylko przecież się mówi, żeby zwiększyć nastrój grozy. Wcale mi nie brakowało takiej sytuacji, nawet zwierzę się, że nie spodziewałem się aż takiego efektu.
Żeby było dodatkowo zabawnie (oczywiście zabawnie w znaczeniu pejoratywnym) doświadczyłem wieczornej jazdy po Chorzowie. Gratuluję władzom oznakowania, przy takiej pogodzie jak wczoraj wieczorem miasto stało się labiryntem z horroru. Kiepsko znam chorzowskie zaułki, więc pobłądziłem. Jeśli trzeba było zamknąć estakadę, to warto było oznakować objazd do centrum Katowic. Nie każdy lubi jeździć z włączoną nawigacją, ja do takich należę. Nawet włączyłby ją, ale nie było gdzie stanąć. Albo ciągłe zakazy, albo ciągi zaparkowanych aut.
No tak, lecz czego właściwie mi brakowało, choć nie brakowało wcale, bo przeszkadzało i dotkliwe? Bolał mnie ząb, paskudnie, koszmarnie wręcz!
Poradziłem sobie, zakończenie męki uważam za cud.