Wczoraj chciałem o tym wspomnieć, ale jakoś było mi niezręcznie powiązać zdarzenie z opisywanym zgonem. Otóż wieczorem po raz kolejny odbył się w restauracji „Sedlaczek” spotkanie koleżeńskie naszej klasy licealnej. Mógł przyjść każdy, kto miał czas, ale przyszło kilka osób. Widocznie ci, którzy biesiadowali mieli czas. Ja miałem, Agnieszka także, chociaż naszą koleżanką z klasy nie jest. Faktycznie nie jest, lecz można powiedzieć, że już do grona należy. Było jak zwykle, czyli wesoło, wspomnienia przeplatały się z żartami i opowieściami z życia rodzin.
Może dlatego przyszedł mi do głowy pomysł takiego tekstu:
Czas posiwiały na świata strychu
Siedzi, spogląda przez małe okno
Jakiś jest nieswój, okrutnie wychudł,
Choć przecież wszystkie zegary połknął.
Wskazówki wąsów już mu opadły,
Twarz pełna zmarszczek w uśmiechu nie drgnie
Kiedyś przystojny był, bardzo ładny,
Teraz zdziadziały wygląda biednie.
Podejrzewam, że skończę go jutro, jak zwykle. Z pomysłami warto poczekać na lepsze światło. Czas mnie nie goni, a tekst pasować będzie do prastarego już spektaklu „W ogrodzie Czasu”. To jest jeden z tych, którego chyba nie napiszę do końca i pozostanie w formie kilkunastu tekstów songów.