Wczoraj zmienialiśmy czas. Nie, nie na lepszy, ale tak jak zwykle dwa razy do roku robimy ruch w zegarach, czyli na jesień godzinę do tyłu, a na wiosnę do przodu. Jednym dla mnie plusem odczuwalnym jest to, że w aucie mam wreszcie prawidłowo ustawiony zegar. Nigdy, to może nie, ale prawidłowo powiem, że rzadko bawię się w przestawianie go. Jakoś nie znajduję wolnej chwili na niepotrzebne grzebanie w desce rozdzielczej.
Jestem przekonany, że właśnie ta światowa zabawa z czasem spowodowała zawirowanie w aktualizacji danych miedzy telefonem a smartwatchem. Dopiero dzisiaj Magda zrobiła mi z tym porządek. Dobrze jest mieć taką córkę.
Cała przygoda dała mi do zrozumienia, że nie pasuję do obecnego czasu. Pewne aspekty nowoczesności przerosły moją zaradność. A może to obecny czas nie pasuje do mnie?