Przełamałem niechęć i lenistwo, zrobiłem przegląd garderoby. Mam do wyrzucenia kilka sztuk ubrań, do których należy się odzwyczaić. Klamka zapadła, niestety wyświechtane łachy, dziurawe spodnie muszą trafić na swoje miejsce, czyli w szmaciarni.
Czuję się zupełnie dobrze, kaszlę jeszcze, bo płuca muszą się zupełnie wyczyścić. Kondycja jest niezła, byłem w Reptach na średnio długim spacerze i wcale nie czułe się zmęczony, a przeszedłem 5 kilometrów. Nagrałem nawet pewien pomysł, taki sobie, ale coś z tego może zrobię.
Niechaj myśl ptakiem z głowy wyfrunie,
Jeśli źdźbło prawdy potrafi unieść,
To musi stać się gniada zaczątkiem,
Gdzieś hen, wysoko nad światem zwątpień.