Niedzielna biel stopniała wprawdzie, rano można było jechać po czarnym asfalcie, ale aura nie zapomniała o możliwości spłatania figla. Do domu wracać trzeba było po śnieżnej bryi. Przedtem jednak musiałem oczyścić samochód, bo poznałem go na parkingu dopiero, kiedy pilotem otwierałem drzwi. Pomarańczowe sygnały świetlne były ledwo widoczne spod grubej warstwy zimowego puchu.
Jeździło się gorzej, za to widoki baśniowe. Biel pokrywy śnieżnej, cienie, półcienie, jakieś niebywałe refleksy świetlne, wszystko to składa się na wybaczenie zimowej pogodzie wszelkich niedogodności, chłodu, zimnej wilgoci i ciapraki na szosach i chodnikach. No właśnie! Niech cieszą się ci, którzy mają przed domem chodnik. My mamy tylko obietnice i pobocze z błotem i kamieniami. Trudno, jakoś przeżyjemy, do pobliskiego sklepu zawsze można podjechać samochodem.