Po tych całych oratoriach, do których pisałem teksty zaangażowane albo religijnie, albo społecznie zachciało mi się sklecić coś z innej beczki. Pojawiły się w głowie pomysły, częściowo je spisałem, kilka nagrałem, niektóre zapamiętałem. Tak, tak! Chciałbym je zapamiętać, ale zapewne zapomnę. Nie szkodzi, pojawią się inne, jak zwykle lepsze.
Jeden pomysł realizowałem teraz, czyli wieczorem. Zacząłem od refrenu, co robię raczej rzadko. Jego szkic jest taki:
Życie jak arka Noego
Dryfuje w potopie łez
I tylko pragniesz jednego,
Żeby nastąpił już kres.
Gdzieś jest dla ciebie Ararat,
Dogodny do wyjścia szczyt,
Tam nie będziesz się starać
Jak uciec spod bata krzywd.
Kiedy napisałem pierwszą zwrotkę, już miałem wątpliwości. Natomiast pisząc drugą nabrałem pewności, że one nie będą pasowały do refrenu. Niby powinienem cieszyć się, bo mam zaczęte dwa utwory, lecz radość jest fałszywa w tym przypadku, bo dzisiaj nie chce mi się kontynuować ich pisania. Skrobnę trzeci temat i też nie skończę, taki ze mnie chudy literat.