Zaznacz stronę

Wróciliśmy z kina, konkretnie z zabrzańskiego Multikina. To Agnieszka wpadła na fantastyczny pomysł, żeby obejrzeć film „The Brutalist”. Jest z całą pewnością dziełem godnym polecenia, chociaż przyznam się że miałem pewne wątpliwości, z którymi nie kryłem się jadąc do celu. Tematyka już mnie zaczyna nieco męczyć, a mianowicie obsesyjne wracanie wszelakich twórców do czasów II wojny światowej. Wiem, że jest potężnym zbiorem tematów, źródłem wątków jakie można przedstawić w świetle przeszłości, a także teraźniejszości, ale życie codzienne samo podpowiada możliwości twórcze.

Na temat fabuły filmu nie będę się rozpisywał, jest z całą pewnością wciągająca widza. Wciąga, a nawet wciska w fotel czas trwania. Samo to, że spektakl ciągnie się przez 4 godziny i nie był w stanie mnie znudzić, już daje osąd o sobie i o mnie. Wytrzymałem, jestem pod wrażeniem, nawet perypetie parkingowe, nie były w stanie popsuć pozytywnej oceny.

Właśnie ten parking, a bardziej szczegółowo wjazd i wyjazd mógłby służyć za epizod w komediowym filmie. O tym zdarzeniu mógłbym pisać i pisać. Czułem się nieco jak Laszlo Toth ( Adrien Brody) główny bohater „The Brutalist” w nowym dla niego środowisku amerykański.