Wczoraj były urodziny Antka, powinienem był wspomnieć o tym, ale dzwoniłem z życzeniami dosyć późno. Był na treningu, a przede wszystkim nie ma jeszcze telefonu. Mogłem swobodnie z nim porozmawiać kiedy wrócił i tata dał mu aparat do ręki. Życzyłem wnukowi apetytu… trochę mniejszego niż dotychczas i jeszcze kilku szczęśliwości. On odpowiadał dziwnie, wydawało się mi, że tracimy połączenie. W końcu zapytałem Mateusza:
– Dlaczego nie dasz mu aparatu do ręki, tylko zrobiłeś na głośno mówiący?
– Dałem, dałem, ale on w drugiej ręce trzyma batonika i co chwila pogryza!
Taki jest właśnie nasz kochany Antek. Na uroczystość urodzinową jedziemy w niedzielę, żadnej czekolady nie zobaczy wśród prezentów.