Miałem skończyć trzy teksty, ale udało się dokonać tego z jednym. Konkretnie z tym wczoraj wpisanym do bloga. Przyznam się, że pointa mnie nie satysfakcjonuje. Nie mogę go przenieść do dokumentu utworów zakończonych, jeszcze nad nim popracuję, zrobię poprawki.
Obiecanki okazały się cacankami, bo prócz pisania miałem jeszcze sobotnie obowiązki, które rozpraszały myśli. Do tego nie mogłem zbagatelizować siłowni. Wizyta tam dała mi więcej niż pozbycie się kalorii oraz zachowania kondycji fizycznej. Wchodząc na bieżnię wpadł mi motyw „ukradłem ciszę”, który bez problemu rozwinąłem w następujący tekst:
Złodziej
Ukradłem ciszę drzewom,
Jesienią rudziejącym
I udając głuchego
Światu stałem się obcy.
Ukradłem ciszę wodzie,
Która płynie ospale
Kiepski jest ze mnie złodziej,
Bo nie popłynę dalej.
Ukradłem ciszę gwiazdom
Błyszczącym gdzieś w kosmosie,
Uciekłem z nią za miasto,
Nikt nie wie o mym losie.
Ukradłem ciszę grobom
Z wiekuistego życia,
I teraz mówić mogą
Z wieczności swej ukrycia.
Ukradłem ciszę Boską
Modlącą się w świątyni
Stałem się sacrum cząstką,
Lepszym mnie to uczyni.