Listopad zaczął się jak zwykle, święto Wszystkich Świętych jak zwykle otwiera miesiąc zaawansowanej jesieni, pewnego smutku, nostalgii. Dzisiaj nasza wyprawa, nasza czyli Agnieszki i moja na cmentarz, przebiegała w scenerii słonecznej, trochę odległej od dawniejszych, mam na myśli lata 80-te i 90-te XX wieku. Wtedy bywało nieprzyjemnie zimno, często padał deszcz i ludzie ślizgali się po błotnistych alejkach cmentarzy. Obecnie alejki są wybrukowane, a pogoda zwykle jest wspaniała.
Wieczorem pojechałem na cmentarz sam. Słońca już nie było (ha, ha), ale nad nekropoliami widniała łuna prawie równa południowemu żarowi z nieba. Byłem także na koncercie w starym kościele św. Marcina. Takie dopełnienie żałobnego, religijnego nastroju.