Zaznacz stronę

Zaplanowany wyjazd do Psar, przez Agnieszkę zaplanowany. Ja wcale nie miałem zamiaru jechać, bo coś innego miałem do roboty. Stało się jednak tak, że opady śniegu unieruchomiły wiele pojazdów na drogach, więc wyperswadowałem mojej żonie, że jazda w tych warunkach jej autkiem jest wielkim ryzykiem. Pojechaliśmy razem moim wehikułem, który uchodzi za terenowy, a przynajmniej jest taki w założeniach technicznych.

Głównym celem wyprawy było spotkanie z naszym najmłodszym wnukiem. Witold jest już w tej fazie rozwoju, że reaguje na zaczepki, jest wesoły… A urósł! Wierzyć się nie chce, że taka niedawno kruszyna jest obecnie wielkim chłopcem. No, bez przesady, gigantem nie jest, ale jest duży jak na swoje miesiące. Powiedziałem mu, żeby wziął się za odśnieżanie. Zignorował mnie.

Tak poza tym dzień przebiegł pod znakiem śniegu. Przed momentem wróciłem z podwórka, bo trzeba było odśnieżyć wjazd do garażu, żeby w ogóle wjechać. Systematycznie odśnieżam, a codziennie jest tyle samo białego, zimnego puchu. Wreszcie mamy zimę, której uroki podziwiać najlepiej jadąc przez lasy lublinieckie. Bajeczne, chociaż monotonne widoki nastrajają do twórczości. Trzeba wykorzystać walory aury.