Nie wiem co jest gorsze, nie mieć kompletnie żadnego pomysłu, żadnego tematu w głowie, czy odwrotnie. Mieć kilkanaście, a nawet tylko kilka, mało tego, zrobić nagrania dyktafonem, zanotować jakieś zwrotki jest gorszą sytuacją. W konsekwencji niczego nie skończyć jest okropne. Nie mając pomysłu potrafię zmusić się i dać z siebie wszystko żeby udowodnić sobie, że jestem w stanie z niczego zrobić coś.
Dzisiaj nabazgrałem kilka początkowych słów, a potem…
Potem zabrałem się do szycia postaci do szopek, które szykuję na następny sezon. To mi wychodzi wyśmienicie i szybko.