Od rana siedzę nad tekstami do oratorium, jeden sprawia mi problemy. Nie przejmuję się, bo napisałem dużo, aż za dużo! Pewnie, że nie tylko piszę, rano byłem na siłowni, nadrobiłem wczorajsze zaległości i nie wiem, czy przypadkiem nie przejąłem się rolą. Podejrzewam, że jutro będą mnie boleć plecy. Trudno, tym gorzej dla bólu, będę go zwalczał.
Druga rocznica najazdu Rosji na Ukrainę. Jakieś dyskusje w radiu, deklaracje polityków. Niewiele wszystko to daje, bo stale mordowana jest ludność cywilna, jakaś pomoc jest, lecz wydaje się, że wojna spowszedniała, stała się trwałym elementem teraźniejszości. Mam wiele zastrzeżeń zwłaszcza do puszenia się i obiecanek polityków. Znam te zabiegi z kampanii wyborczych, kiedy to wszystko pokazywane jest w różowych barwach, a post factum pozostaje to, co tworzą puste słowa, czyli pustka.
Żeby sobie poprawić humor, chyba skończę ten tekst, o którym wspomniałem na początku. Może jego skończenie sprawia mi trudność, ale ja politykiem nie jestem, nie boję się trudności w realizacji.