Radować się należy, bo dzisiaj dokonaliśmy kolejnego kroku w kierunku Bożego Narodzenia. Pomyśleć można, że w związku z niedzielą Gaudete braliśmy udział w jakimś nabożeństwie, lecz nie. Chociaż… nabożeństwem tego nie nazwę, ale rodzinną tradycją.
Popołudnie spędziliśmy w kuchni produkując pierniki. Wprawdzie przyjechały pomocnice, ale Marta uczyła się (podobno!) historii, za to Basia pomagała i dzięki niej pierniki są równej grubości. Jeśli coś jej się nie spodobało, a właśnie zwłaszcza grubość, pierniki wracały ponownie do rozwałkowania. Była bezlitosna.
Mamy to za sobą, teraz udekorowane czekają na swój świąteczny czas, a my możemy się cieszyć, że mamy bliżej do świąt.