Zaczynam weekend od tekstu, który jako pierwszy może stać się ostatnim. Nic na siłę, lepiej mniej planować, a więcej wykonać.
Lęk przed ciemnością
Wieczór przytula się do ramienia,
Ledwie się żarzy Słońca cygaro,
Miasto rachunek robi sumienia,
A znów zgrzeszyło dzisiaj niemało.
W morze ciemności sieci zarzucam,
Gwiezdnego blasku chcę złowić owoc,
Gdzieś cień leżący cicho zamruczał
Lub ja kopnąłem błądzące słowo.
Słyszę wyraźnie lamenty mroku,
Drzwi skrzypią, pewnie już noc się skrada
Żeby swą sadzę rozsypać wokół,
Ja blask chcę złowić, bo się nie zgadzam.
Ciemność nie może mnie obezwładnić,
Wymusić na mnie kroków w nieznane,
Zmusić do czynów z gruntu niejawnych,
Których żałować będę nad ranem.