Zaznacz stronę

Jestem gotowy do startu, mógłbym wsiąść do auta i jechać. Nieco wolniej jest w ruchach u moich towarzyszek podróży. Myślę jednak, że za chwilę zjemy śniadanie i wyruszymy. Trasa jest znana, auto sprawne, więc nic nie wróży zahamowań. No, jasne! Przerwę jakąś zrobimy, bo męczyć się nie ma sensu. Podejrzewam, że późnym popołudniem zameldujemy się pod Kętrzynem.

Zadowolony jestem, że poukładało się wszystko czasowo i okazjonalnie. Z rodziną mieszkającą na Mazurach nie widzieliśmy się kilka lat. Powody były różne, nie zawsze błahe. Głównie choroby, które człowieka nachodzą w najbardziej niechcianych momencie. Dlatego moja radość jest większa, ale i lekki stres drażni nerwy. Nie jest to obsesja, że coś nie wypali z wyjazdem, ale zjawiska z przeszłości mają swój oddźwięk. Bądźmy dobrej myśli.