Czuję się niepozbierany. Wiem, co powinienem robić, nawet mi to wychodzi… Pewnie, że z różnym efektem jakościowym, ale jeśli zabiorę się do pracy, to już na poważnie.
Mógłbym winą obarczyć aurę, ponarzekać na niskie ciśnienie, na krótki dzień świetlny, a także na inne czynniki zewnętrzne. Tak jest najwygodniej. Wszystko jest winne, ale nie ja…
Wina…? Trudno mówić o winie, raczej o niezadowoleniu z samego siebie.