Równo rok temu pisałem coś o DNA z racji otwarcia wystawy szopek w Muzeum w Tarnowskich Górach. Jestem tego pewien, bo tak wynika ze sposobu tworzenia wpisów. Zawsze czytam ubiegłoroczny. Wspominałem wtedy o analogiach między dziedziczeniem, a moją pracą twórczą ze sznurka.
Tak się złożyło, że dzisiaj w rozmowie też ten temat pojawił się. Było to na przyjęciu urodzinowym Marty, który odprawiony został dla kręgów rodzinnych. Kompletu najbliższych nie było, bo ekipa Mateusza nie mogła się zjawić. Powodów było kilka, ale nie to jest teraz istotne. Zgadzam się z twierdzeniem Magdy, że szkoła zbyt prymitywnie ukazuje prawa dziedziczenia. Nie można stawiać praw Mendla za dogmat, a tych Morgana za najwyższy stopień osiągnięć nauki w tej dziedzinie. Sam jestem laikiem, orientuję się bardzo płytko w sprawie, ale wiem, że wiele jest czynników biochemicznych, środowiskowych i jeszcze innych wpływających na kształt eksterieru osobnika.
Kierując myśli powyższym szlakiem, wchodzę na trochę inne tory. Obecna Polska jako kraj, jako zbiorowisko społeczne odziedziczyła dokonania działań historycznych. Nie rozumiem mentalności tych, którzy za wszelką cenę chcą poniżyć dokonania. Najgorzej jest jeśli dzieje się tak podczas gloryfikowania innych narodów, które w dodatku zwykle były nam wrogie albo czekały na dogodny moment, żeby zaatakować. Daleki jestem od szafowania słowem „zdrajca” lub „jurgieltnik”, ale z pewnością nie jest to postawa pozytywna genetycznie dla Ojczyzny.