Zaznacz stronę

Wieczorem, tak około 19:30 pojechałem do sklepu w celach rozrywkowych. Można pomyśleć, że chciałem tam robić jakieś kawały, pośmiać się z cen albo kupić coś śmiesznego. Nic z tego. Zaczął się weekend i zachciało mi się piwa. Zrobiłem zakup w porę, bo zaraz po powrocie rozszalała się śnieżyca. W kilka minut zasypało drogę. Dosłownie białe szaleństwo! Gdybym wcześniej nie kupił trunku, to z całą pewnością w taką pogodę odechciałoby mi się wszystkiego. Nawet po chleb nie pojechałbym.

Od wczoraj robię nową szopkę. Zupełnie inna koncepcja, niż jakiekolwiek dotychczas robione. Figury już są, nie wszystkie, ale najważniejsze. Cóż z tego. W porę przymierzyłem je do robionego budynku i okazało się, że nie pasują. Straty nie ma, mury przydadzą się do kolejnej pracy, a tę muszę zacząć od nowa.

Kończy się styczeń. Żadne rewelacyjne odkrycie. Jednak pewne otrzeźwienie, zapalenie się światełka. Miałem skończyć jeden utwór. Zostało niewiele czasu, ale myślę, że przed lutym dam radę wywiązać się z obietnicy.