Zaznacz stronę

Kiedyś byłem naczelnym palaczem w naszym domu. W sensie ogrzewania, a nie nałogu nikotynowego! Było to wtedy, gdy mieliśmy piec centralnego ogrzewania starego typu na węgiel też starego typu, czyli wrzucany łopatą. Od kilku lat dysponujemy zmodyfikowanym systemem opartym na ekogroszku. Super sprawa, większa czystość w piwnicy i na zewnątrz, czyli w powietrzu.

Mnie odpowiada taki stan rzeczy, ale odciąłem się od obsługiwania. Nie dlatego, że nie potrafię sterować komputerowo tego urządzenia, ale wolę trzymać się z daleka od tych wynalazków. Uważam, że jedna osoba powinna nad tym czuwać, bo mnogość mądrych daje złe skutki w błahych sprawach.

Dzisiaj rano piec zaczął niemiłosiernie kopcić bezpośrednio w piwnicy. Jeszcze teraz, czyli wieczorem czuję spaleniznę. Cóż miałem robić?! Zabrałem się do sprawdzenia stanu technicznego. W konsekwencji wyniosłem dwa wiadra sadzy, przestało śmierdzieć we wnętrzu domu, ale moje dłonie, mimo kilkukrotnego solidnego mycia, cuchną jak u zawodowego palacza centralnego ogrzewania albo kominiarza.