Zaznacz stronę

Powrót do codzienności uważam za udany. Być może poprawa pogody, a może tylko samo hasło, że jest przecież maj, wpompowały we mnie siły, a przede wszystkim koncentrację. Nie chcę przedwcześnie upajać się dokonaniami, ale cieszę się, że mam wiele spraw za sobą i do tego załatwionych pozytywnie.

Wczoraj zakończyłem tworzenie książki i chociaż nie wiem, kiedy doczeka się druku, już jestem zadowolony. Brałem się do tego jak pies do jeża w znanym powiedzonku. Nie lubię grzebać się we własnych tekstach, czytać w nieskończoność i korygować. To nie dla mnie robota, denerwująca i nużąca. Dlatego cieszę się z finiszu.

Prawdziwe rozpoczęcie tygodnia pracy w środę powoduje dziwne reakcje. Myślami jestem w harmonogramie poniedziałkowym i nieraz łapię się na błędnych decyzjach. Inną, lepszą stroną tego stanu jest to, że już jutro czwartek i znowu nastaną wolne dni. Szkoda, że nie będą wolne od trosk o przyszłość. Wszak wojna trwa i diabli wiedzą, co będzie dalej.