Zaznacz stronę

Bardzo wczesnym rankiem posklejałem wyrazy w takie rymy:

W matni

Ścieżki nasze zarosły milczeniem,

Chaszczami dzikich owoców kwaśnych,

A rozrzucone na nich kamienie

Nie pozwalają iść krokiem raźnym.

Macki zdradzieckie krzewów kolczastych,

Spojrzeń ponurych bolesne chwyty,

Z jadem przeszłości, bez cienia łaski

Krępują fale uczuć przeżytych.

Możesz się silić, w tych sidłach szarpać,

Kroku nie zrobisz, daremna praca,

Znikąd nie przyjdzie z zewnątrz chęć wsparcia

Będziesz się miotać, stać i rozpaczać.

I co z tego? Nic, kompletnie nic! Powinienem utwór skończyć, jasne… wiadomo, nie dzisiaj to zrobię.