Zaznacz stronę

Sobota, trochę luzu w nakazach i obowiązkach…? Nic z tego! Wczoraj krótka dyskusja na temat choinki, a konkretnie jej likwidacji. Kompletnie mi się nie chciało. Agnieszka wyczuła złe nastawienie i najpierw zgodziła się, żebym pomógł zrobić to dzisiaj, a potem zupełnie zmiękła i orzekła, że tak właściwie, to niech sobie drzewko postoi.

Postało! Do dzisiaj. Inspekcja do spraw porządku domowego jednak nie zaakceptowała wydanej wcześniej decyzji. W efekcie już choineczki pozbyliśmy się. Jak po konspiracyjnym sądzie – sypie to zlikwidować.

A tak swoją drogą, to dawniej choinki nie były tak wytworne, ale wytrzymywały dłużej.