Zaznacz stronę

Pada deszcz, nie całą sobotę tak było. Rano i w południe grzałka na niebie robiła swoje. Siedzę i próbuję coś skrobnąć. Wychodzi taka bzdura:

Barowa pogoda

Idę zmoknięty, słów mi szkoda!

Miasto jest całkiem rozwodnione,

Aura zupełnie dziś barowa,

Raczej nie idę, bardziej tonę!

Los niespodzianki często sprawia,

Kumpla spotykam. – Cześć! – powiada –

Do knajpy wstąpmy, piwo stawiam.

Jeśli postawi, to się zgadzam.

Wypijam duszkiem pierwsze piwo,

Nad drugim już się zastanawiam,

W kompanii zawsze bywa miło,

Zwłaszcza, gdy jakiś frajer stawia.

Trzeba korzystać, rady nie ma,

Kelner kolejne piwa niesie.

Pijemy, snują się wspomnienia,

Dobre, bo nie na moją kieszeń.

Kolega poszedł gdzieś, wiadomo,

Po piwach wyjść tam trzeba na czas,

Czyżby potrzebna była pomoc,

Bo on nie wraca i nie wraca?

Nie wrócił, ale przyszedł kelner!

Rachunek mglistym okiem wiercę,

Kumpel frajera zrobił ze mnie,

Postawił piwo… tylko pierwsze.