Zaznacz stronę

Wtorkowy wieczór, ciepły, domowy nastrój. Coś bym zrobił…

I tu jest problem! Nie dlatego, że nie wiem, czym miałbym się zająć. Nie dlatego, mi się nie chce. Nie dlatego, że mi ktoś przeszkadza.

Absurdalnie do tego stanu rzeczy, mam konkretny pomysł. To przecież nie jest świtanie w głowie. Tam żarówa świeci się jasno. Tam jest już prawie zakończone moje zamierzenie…

Nie wiem jak zacząć! Od kilku dobrych dni borykam się z przeszkodą twórczą. Piszę nie to, co chciałbym zrealizować.

Chyba napiję się dobrego wina. Nigdy nie uważałem, że alkohol sprowadza muzę, on jest fatalnym natchnieniem. Użyję trunku w myśl teorii Zagłoby. Ciekawe, czy „oleum” podniesie się na tyle go centralnego układu nerwowego, że poskutkuje pozytywnie.