Zaznacz stronę

Wczoraj pisałem o utopcowych wyrzutach sumienia. Tak jest faktycznie, chciałabym temat pociągnąć, bo jest ciekawy i wprost nieograniczony w możliwościach fantazjowania „ ”

O grabarzach mówi się niestworzone historie. Mianowicie, że lubią popić i to w nadmiarze, a najczęściej raczą się trunkami na cmentarzu. Może jest w tym nieco prawdy, gdyż zajęcie jest osobliwe chociażby ze względu na miejsce. Niby nekropolie są normalnością, bo przecież nikt nie uniknie śmierci, ale historyjki różnego rodzaju stworzyły niesamowitość, która budzi grozę. Powyższe warunki mogą powodować u grabarza konieczność znieczulenia się podczas wykopywania dołu. Tak też było w przypadku, który pragnę opisać.

Grabarz był osobą lubianą we wsi, wesołą i towarzyską. Mówiono, że nawet nieboszczyka potrafi rozweselić, a ducha wystraszyć…”

Tu następuje opis wydarzeń pewnego dnia, a potem nocy. Grabarz wykonując swoją pracę coś spowodował, ale o tym kiedyś indziej. Ważne jest, że w środku nocy znalazł się nad rzeką. Kogo tam spotkał…?

…Kiedy grabarz zobaczył utopca, niewiele się przejął. Nie z takimi przecież demonami miał do czynienia. W dalszym ciągu czyścił ubranie, potem nachylił się nad wodą chcąc umyć twarz. Dla utopca była to okazja, żeby go wciągnąć do wody i utopić. Zbliżył się, ale w pewnej odległości poczuł słabość i odrętwienie.

– Co u licha, co się dzieje? – mruknął pod nosem.

Osoba grabarza zaczęła go intrygować do tego stopnia, że ośmielił się zadać pytanie:

– Skąd tu przyszedłeś?

– Prosto z cmentarza – odpowiedział grabarz głosem jakimś niesamowitym, bo nieco ochrypłym pijacko. Dodatkowo zachłysnął się wodą, więc zaczął prychać jak koń… ”