Zaznacz stronę

Kolejny raz tak się stało, że pisząc tekst, wychodzi mi na to, że powstaną dwa. Pewnie, że od biedy mógłbym poprzestać na jednym, ale coś mi w konstrukcji nie pasuje.

Ponad polami mglisty nocy oddech,

Gwiazda Poranna śle nieśmiały uśmiech,

Dachy srebrzyste pieści mokry powiew,

Dzień się zaczyna, koniec sennych gnuśnień.

Jeszcze się zastanowię, ale bardziej optują za tym, żeby dwie kolejne zwrotki stanowiły część drugiego utworku:

Ostatni bocian swe gniazdo uprzątnął,

Bo nie chce za rok wrócić na bałagan.

Słońce ospałe uśmiecha się chłodno,

I tajemnice września cichcem zdradza.

Ludziom już letnia egzystencja zbrzydła,

Istną batalią ruszyli na grzyby,

W kuchniach pachnących smażą się powidła,

Muchy leniwe oblizują szyby.