Zaznacz stronę

Świąteczny spokój, cisza… Nie tak zupełnie, bo już zaczynają się wymiany zdań na temat jutra w pracy. Wiadomości takie sobie, rzekłbym – ambiwalentne. Jeśli chodzi o temat pracy, to zwykle coś musi mieć odcień minorowy.

Póki co relaksuję się i nabieram sił. Nie wolno marudzić, bo przecież za tydzień znowu święto. Przecież Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami, a 6 stycznia też jest tuż, tuż.

Tegoroczne Boże Narodzenie ma oprawę prawdziwie zimową. Jest biało, lekki mrozik… dla mnie jest niewielki, inni chodzili dzisiaj po parku opatuleni. Odczucie temperatury otoczenia jest sprawą indywidualną. Wolę raczej zmarznąć odrobinę, niż zapocić się podczas marszu.

Święta mijają, w lodówce cała góra jedzenia, ale nie zmarnuje się, bo wszystko zabezpieczone, a przecież tydzień przed nami. Człowiek nie potrafi dokładnie skalkulować potrzeby. Od przybytku głowa nie boli, ale od takiego nadmiaru może zaboleć brzuch.