Zaznacz stronę

Wczorajsze przemyślenia nie dotyczyły realiów. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Niby bzdura, żadna tragedia, ale niesmak pozostaje.

Pojechaliśmy na cmentarz, bo Agnieszka chciała jeszcze uładzić otoczenie grobów, zwłaszcza jej mamy. Chodziło o zgrabienie zeschłych liści, które jak zwykle panoszą się jesienią po cmentarzu. Jasne, że nie tylko tam, ale w takim miejscu i w tym czasie zbytnią ozdobą nie są.

Okazało się, że komuś spodobały się chryzantemy i zabrał je z grobu. Myślałem, że czasy prymitywnego złodziejstwa cmentarnego już minęły. Pomyliłem się. Niech komuś służą, smacznego!