Zaznacz stronę

Przyznaję się bez bicia i innych tortur cielesnych jak i duchowych. Nie chciało mi się robić pierników, chociaż zaplanowaliśmy to sobie z Agnieszką. Pomyślałem, że skoro jest niedziela, dzień odpoczynku, czas należy poświęcić Bogu… Tak, tak! Wymówek można znaleźć nieograniczone ilości, ale mi po prostu się nie chciało i koniec.

Razem z niechęcią pojawiło się pytanie. Jeśli nie dzisiaj, to kiedy? Rzuciłem propozycję, że we wtorek. Agnieszka zgodziła się, ale bez specjalnego entuzjazmu. Czułem, że też jej się nie chce, ale rozsądek dyktował inaczej. Po pół godzinie wyrwałem się z propozycją:

– Robimy. Jednak robimy, bo w tygodniu nie będzie czasu.

Zrobiliśmy i wcale nie kosztowało nas wiele wysiłku. Teraz na piernikach schnie lukier z ozdobami, oczy się radują i sumienie mam czyste. Zaplanowane przedsięwzięcie zrealizowane. Mogę jutro spokojnie zacząć nowy tydzień pracy.