Zaznacz stronę

Spokój i radość, tak krótko skomentuję nasze początek Bożego Narodzenia. Przed południem telefoniczne rozmowy z kuzynkami. Czułem, że kilkanaście minut plotek rodzinnych dały im wiele, rozwiały smutek samotności. Cóż, do Czech na Zaolzie nie pojadę, a tym bardziej do Włoch.

Wieczorem także rozmowy. Z Marylą – w Hamburgu bez zmian, wirus szaleje w mieście, ale jej rodzina zdrowa. Potem telefon od kuzyny Roberto, ten bojownik nie zawiódł mnie humorem. Przede wszystkim jest zdrowy, co należy tłumaczyć, że wirus zapomniał o okolicy Gorzowa Wielkopolskiego.

Wieczerzę skonsumowaliśmy z Magdą i Patrykiem. Stosujemy się do zaleceń, nie ma potrzeby wygłupiać się ignorowaniem nakazów centralnych. Nikomu na dobre to nie wyszło.