Zaznacz stronę

Nie wiem jak ustosunkować się do dzisiejszych wydarzeń. Czy mam rozpatrywać je pod kątem pecha albo raczej szczęścia?

Rano pojechałem do pracy, ale nie moim autem. Wprawdzie odpaliłem silnik, lecz biegów nie dało się włączyć. Kolejny raz zawiodło sprzęgło i oczywiście był to pech. Szczęściem już jest wszystko naprawione, prawdę mówiąc przypuszczałem, że awaria wydarzy się lada dzień. Jeśli ktoś jeździ autem tyle lat, to diagnozuje zbliżające się usterki. Już wczoraj sprzęgło wchodziło ciężko. Nawet dobrze, że problem nastąpił pod domem, a nie w drodze.

W pracy wykonałem jedną z niechcianych figur w łyżwiarstwie. W efekcie stopy znalazły się powyżej głowy w czasie połowy sekundy. Przywaliłem solidnie. To był pech, nie ukrywam. Szczęściem nic mi się nie stało, a nawet poczułem się lepiej. Konkluzja jest jednoznaczna. Muszę codziennie z rana tłuc łbem o ścianę, a z pewnością poprawię kondycję fizyczną i psychiczną.