Zaznacz stronę

Pojechałem do Tarnowskich Gór. Nie było w centrum miejsca do zaparkowania, ale zbyt długo nie krążyłem. Znalazłem jedno stanowisko na ul. Zamkowej, prawie że naprzeciwko wejścia do biblioteki.

Wróciłem po godzinie i już z oddali zobaczyłem coś, co zmroziło mi krew. Na ulicy stał wóz strażacki złowrogo błyskały światła. Gromada strażaków czymś zajmowała się, byłem wystraszony, że to chodzi o moje auto.

Całe szczęście nie chodziło o nie. A o co? Nie wiem, bo wolałem szybko odjechać.