Zaznacz stronę

Jeszcze będąc w pracy… a dodać muszę, że pracowałem dzisiaj od południa. Ale czy ta uwaga coś zmienia? Nic. Do rzeczy więc, do konkretu. Gdy byłem w pracy przyszedł do mnie… nikt do mnie nie przyszedł! Zresztą po co miałby ktoś przychodzić! Było nas wystarczająco do tego, żeby wykonać całość zadań. No dobrze, coś nadeszło! Nadeszła wiadomość esemes, że wieczorem i w nocy mogę się spodziewać burzy, deszczu, a nawet gradobicia.

Wiadomość nadeszła po południu, ja zdążyłem wrócić do domu, niebo zachmurzyło się groźnie, ale kataklizmu nie ma. Może nadejść nocą, a niech sobie nadchodzi! Mam to w nosie, powiedzmy, że w nocie, bo nie chcę ujawnić chamskiej strony mojego charakteru.

Po co to wszystko piszę? Z prostej przyczyny. Teraźniejszość naszpikowana wieloma publikatorami, mediami i innymi środkami kontaktowania się indywidualnego i publicznego, stwarza poczucie życia w stałym zagrożeniu.

Susza – źle, deszcz – fatalnie, ciepło – kataklizm, chłód – tragedia. Jestem tego zdania, że każda skrajność pogodowa jest do wytrzymania, nieznośny jest stan podniesionej niepewności i strasu wywołanego straszeniem.