Zaznacz stronę

Jesień urządziła prysznic,

Deszcz nawet do duszy wnika,

Katar robi się chroniczny

W chłodnych datach października.

Przemoczone drżą kasztany,

Tulą się w dywan liściasty,

Chodnik się kałużą splamił,

Nocą spadną do niej gwiazdy.

Ludzie smętni i zziębnięci,

Ich cienie suną weselej!

Dym się nad kominem wierci,

Jesień kąpie się, deszcz leje.

Za to wirus ma się świetnie,

Idzie miastem pogwizdując.

Kiedy się przyplącze szpetnie,

Płuca się kichaniem prują.

Taka jest jesienna pora,

Od rozkazów niezależna.

Każdy uciec gdzieś by wolał

Lub jak suseł chłody przespać.