Nie ma co narzekać! Za oknem minorowo, ale nie przez cały dzień, bo były momenty prześwitu Słońca, one dawały do zrozumienia, że nawet w najbardziej markotnej sytuacji nie należy zupełnie pogrążać się w chmurach złych myśli i nastrojów.
Inne plany przyświecały mi na początku weekendu, wiele posypały się z różnych powodów, głównie dlatego, że nie chciało mi się zbytnio ruszać. Trudno przyznać się do dołów psychicznych, ale nie rżnę chojraka, zdarzają się momenty mniejszej aktywności. Mogę sobie na takowe pozwolić, bo nie są spowodowane brakiem sił fizycznych, ale raczej zwątpienia i dodam zaraz – lekkiego.
Jutro startuję do kolejnego maratonu tygodnia, niby wszystko mam poukładane, ale przecież tak jak weekend posypać się może całość. Duchowo jestem przygotowany i do porażek i do zwycięstw. Oczywiście wolałbym to drugie, ale wiadomo – człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi. Broń dobrze wycelowana nieraz trafia w niezauważone przeszkody i rykoszet gotowy! Co tam! Jestem dobrej myśli.