Zaznacz stronę

Przychodzi moment kiedy chce się coś napisać, bo wpada cała masa pomysłów albo czuje się energię w sobie, a jednak…

Nic nie wychodzi. Dlaczego? Można napinać się do granic wytrzymałości umysłu, szczerzyć zęby w fałszywym uśmiechu do muz, modlić się, a nawet przeklinać i mizdrzyć się do diabelskich mocy. Efekt mizerny, a nawet jeszcze gorszy, niżby człowiek zapadł w niemoc.

Być może jest to efekt zmęczenia, niewykluczone, że przyczyna tkwi w rozproszeniu myśli. Nie jest istotne dochodzenie przyczyn, skutek jest jaki jest. To widać, a raczej nie widać skutku. Tylko marudzenie.