Zaznacz stronę

Żegnamy kwiecień 2020 roku, miesiąc suchy, pełen zawieruchy pandemicznej, politycznej i ogólnie społecznej. Wesoło nie jest, ale biadolić nie należy, bo perspektywy były znacznie gorsze, prognozowano tragedię, która zresztą dotknęła świat, ale statystycznie Polska nie wygląda źle. Wiem o tym, nigdy nie ukrywałem mojej opinii, że statystyka w tym przypadku jest suchym, zimnym faktem, ale jej składowe odczuwają okropność sytuacji.

Kwiecień żegnamy na jazzowo, bo dzisiaj ten gatunek ma swoje międzynarodowe święto. Nie ukrywam, że ostatnio nieco oddaliłem się od niego. Nie jestem wielkim sympatykiem, ale lubię w odpowiedniej scenerii posłuchać dobrego jazzu.

Idąc w historię nie najnowszą, ale tę z okresu PRL-u, przypomnieć chciałbym wariactwo końca kwietnia. Szykowanie ludności do pierwszomajowego święta nabierało momentami cech kolosalnej przesady. Należąc do harcerstwa uczestniczyłem 30 kwietnia w capstrzykach, wieczorem maszerowaliśmy przez miasto i fanfarami straszyliśmy mieszkańców.