Zaznacz stronę

– Jedziesz ze mną? – usłyszałem wczoraj pytanie w telefonie.

Dzwonił Szymon, chciał po raz pierwszy po długiej przerwie jechać do Parku Wodnego. Nie kapać się, ale zmęczyć i wypocić się w siłowni, a potem w saunie.

– Jasne, jadę! – odpowiedziałem ochoczo, bo też potrzebowałem zdopingowania.

Pogoda była fatalna (zresztą dzisiaj też jest), zastanawiałem się, czy ruszyć gnuśne ciało, ale ten telefon rozwiał wątpliwości.

Pojechaliśmy. W siłowni nikogo oprócz instruktora. Ucieszył się, bo w końcu mógł do kogoś usta otworzyć. Poinstruował nas jak korzystać ze środków bezpieczeństwa higienicznego. Przede wszystkim ostrzegł przed zbytnim forsowaniem sił. Nie jesteśmy chojrakami, sami dobrze wiemy jak przygotować się do ćwiczeń siłowych, ale jednocześnie nie gardzimy dobrymi radami.

Dla mnie było sporą zagadką, czy dzisiaj będę odczuwał bóle mięśniowe. Z łóżka wstałem bystro, nic mi nie dolegało. Nieprzyjemne rwanie w prawym barku jest prawdopodobnie skutkiem aury. Zmokłem kilka razy, a reumatyzm będzie mnie prześladował do końca.

Nie do końca reumatyzmu, ale do mojego.